listopad jakiś inny od innych
niczym listonosz zapukał do drzwi
niepokojąco wiatrem podszyty
bas-barytonem arię śpiewał co sił
jak w jeziorze łez zatopił kochankę
wybrzmiały dialogi skrzypiec z obojem
że martwe róże zapomniały o wiośnie
w między operowej intrydze miłosnej
i nagle z żalem zadrżała wiolonczela
o wonnej damie w fiołkowym wianuszku
w tempie Adagietto* usypia nostalgię
żal uschłych liści co kochanków łożem
znużone skrzypce w końcu zasypiają
i nuty z żalu przeciekają przez smyczek
z tego przeciekania aż hebrajski lament
w mglisty rękaw zbiera jesienne żniwo
J.G.