Zbudzony w jej środku, niemy
płonąłem, zanim iskra padła
na pierwsze polano, płonąłem
całe życie, patrząc w zimne
kryształy twoich gwiazd.
Wątpienia rodziły gorączki,
szukałem więc gorączkowo.
Zazdrościłem pewności tobie,
co mnie skazałaś na niepewność.
Zastygałem w bezruchu.
Teraz umieram za racje,
których nie jestem pewien.
Musiałem jednak je wybrać,
gdy wszyscy mówili „tak”.
Przecież istniała możliwość,
że prawda jest tam gdzie „nie”.
Nikt nie wie, jak długie jest umieranie.
mosquito, 22.01.2016 r.