Przyspieszony oddech płyty gramofonowej
zaplątał muzyką skrawek nocy.
Poświatą srebrnego szperacza,
dyskretnym miodowym światłem
rozbłysł w butelce whisky
– niewiele zostało starego świata.
Sól kamienna, mielona głodem
i pragnieniem, zamrożona w morskiej pianie
oczyma moich lepkich pozostałości.
Pokryta napisem: Skrajny przypadek!
– określa mnie jako jednostkę
w kawałkach bytu obecnego.
W granicach skóry jestem bardzo mały.
mosquito, 15.01.2016 r.