sen spokojny ginie w realu kamieni

telefon się spóźnia cisza do drzwi puka

los po drodze serce w granit chce  zamienić

ostatnie pragnienia szepczą głodne usta

 

zabierz mnie raz jeszcze w sobotni poranek

gdzie wspomnień okruchy śmieją się w porywach

tam oczy zamglone grzechem sny usłane

a ja niebanalnie w świetle dnia szczęśliwa 

 

rozniecimy ogień i w siebie wpatrzeni

z iskier ułożymy wróżbę dla nas dwojga

zanim słońce wstydem niebo zarumieni

i twarz skamienieje...

                                  ... noc będzie upojna

 

 


Julia
21.08.2016 r.