Skopiowałem twoją twarz
w herbacie z torebki, w pniach
szczupłych drzew,
światłem kapiącym za kołnierz.
Martwiłem się. Chociaż nie było
kłamstw na stromych krawędziach
zbyt często wymykałaś
się spojrzeniu.
Rozebrany z nieporadności,
trzymam w dłoniach
lustrzaną świętość
w niedokończonej sumie.
*nowy romantyzm
© mosqito, 02.11.2016