To mogło się skończyć znacznie gorzej
Niż takim siedzeniem przed migotliwym ekranem
Z butelką czerwonego wina w ręku
Wiedząc że to wszystko jest i tak nieważne
Że nie ma różnicy pomiędzy gwiazdami a słońcem
I tym czy ziemia obraca się i wiruje bo jest pijana
Czy w ich cholernych szeregach
Stoi na baczność trzeźwa jak świnia
I że pisanie wierszy nic nie zmienia
Poza zawartością hormonu strachu w wątrobie
I alkoholu we krwi niewiniątek
Bo przecież mogłem zbajerować
Jedną z tych laluń
I żyć na jej koszt leżąc do góry kołami
Wiedząc że Boga nie bardzo obchodzi
Skąd biorę pieniądze na tacę
A ja siedzę ślepy jak kret przed tym wszechwiedzącym
Otępiałym ekranem i nikt mnie nie widzi
Wiedzą tylko że napisałem jakiś wiersz
Który zostanie zapomniany przez paradę
Nienarodzonych
I że moja butelka czerwonego wina
Pokazuje mi dno jak diabeł otchłań
A ja wiem że śmierć jest milczeniem
Anioły rozmawiają ze sobą gołymi sercami
I piszą niewysłane listy piórami wyrwanymi
Poetom z połamanych przez krzywoprzysięstwo światła
Skrzydeł
I widzę jak niemi sprzątacze wyżymają szmaty
Naszych dokonań do rynsztoka złudzeń
I jestem błogosławionym nasieniem namiętności
W katedrze wymarłych drzewców ukrzyżowanego
I że sny śnione są na próżno
Ponieważ nic nie dokona się bez światła
Zmartwychwstania
Kiedy jest się tylko krwawym diamentem
W nieskończonej kopalni
Nicości
Piotr Baranowski
13.01.2016 r.
Foto z internetu