Gdy młodym byłem podróżnikiem, 

to gór, pagórków, już nie zliczę, 
raz z kolegami wędrowałem, 
do Rytra dotrzeć z nimi chciałem.

 

A w tym miasteczku pięknym, górskim, 
gdy zjadłem w barze mlecznym kluski, 
potem na moście rzeki stałem 
i bystrą wodę podziwiałem.

 

Wtedy pijany zawadiaka, 
mordka wyżarta, buźka wraka, 
łokcie mi w stawach zablokował, 
z byka uderzył swoją głową.

 

Walkę na pięści trenowałem, 
boczną pozycję całym ciałem 
przyjąłem prędko jak automat
o tym jest tutaj moja mowa.

 

Bo gdybym tego nie uczynił, 
nos by mi złamał moi mili 
chociaż kopniakiem też próbował, 
trafić gdzieś w brzusio albo głowę.

 

A że pijany był nieboga, 
więc skontrowałem pięścią srogo 
i wtedy jucha go zalała, 
niech górom będzie cześć i chwała.

 

 

Jerzy

 

Staroć. Daty napisania nie pamiętam

Ponowna edycja

17.01. 2018

 

Foto net