Siedem metrów nad niebem
rodzi się podzielność uwagi.
I nagle stajesz
w oślepiającym, gęstym świetle
— wysłannik przyszłości,
smagły chłopiec.
Wszystko, co z bryły zdolny
jesteś wydobyć, odmawia zezwolenia
na powtórkę Raju.
Drewno w sercu,
drewno w mózgu,
drewno we wnętrznościach.
Zbudzony na początku życia,
niemy, smakujesz niemocy.
Nogi osobne dokądś idą, zmienione
nagle w jedwab szklisty, pragną już tylko
odgrodzić się od rui drobnych.
Jeszcze nie widać, kto, z kim, kogo —
ma we władaniu — podniesione ramiona.
mosquito, 10.01.2016 r.