W chwili, gdy piszę ten tekst, od śmierci mojej żony Marylki upłynął dokładnie miesiąc i jedenaście dni.
Jestem w absolutnej próżni.
Pusty dom przez całą dobę, bo dorosłe dzieci wyprowadziły się już dawno i są na swoim.
Rodzina zmarłej żony nie utrzymuje ze mną żadnych kontaktów.
Dwoje braci z mojej strony przebywa na stałe za granicą.
Brat rozwodnik z mojego miasta mieszka gdzie indziej. Kontakty mamy bardzo sporadyczne.
W mojej pustce – bo śmierć małżonka takową bezwzględnie po sobie zostawia - towarzyszy mi na codzień jedynie kotka Matylda.
Nie widzę żadnego celu w życiu. Nie mam dla kogo nie tylko pisać , ale i oszczędzać, nie mam kogo bronić i zdobywać dla niego wszystko,co dotychczas zdobywałem.
Nie widzę sensu pisania na portalach internetowych.
Jestem nieufny wobec nowych znajomości. Wszak to tylko internet. Tu obowiązuje ekspansywność i pokazanie się za wszelką cenę. Takie są prawa rynku.
Kiedy widzę spacerujące pary odwracam wzrok, lub patrzę się w ziemię. Obojętnie czy są to młode osoby, czy też starsze pary. Przed nimi jeszcze życie i nieważne jak długo będzie jeszcze trwało.
Kosa śmierci zabrała mi poczucie przynależności i wzajemnego wspierania się i tolerancji.
Jeśli chcecie przeczytać, to co napisałem, proszę bardzo. Jeśli nie - pomińcie ten tekst. I tak przykryją go newsy internetowe.
Bo życie toczy się dalej i nie sposób cofnąć go wstecz.
Jerzy
16.05.2016 r