Uciekam w przestrzenie niematerialne,
zbyt głośno, by dało się egzystować.
Coś w głowie mi szepcze - nie złość się na mnie,
nie odchodź, wytrzymaj, to tylko słowa.

Demony w umyśle wiążą kokardy,
potykam się stale, z każdym oddechem.
Po głowie przemyka potok słów czarnych,
ten dobry znów woła - przejdzie jej z wiekiem.

Nie mogę blokować się przez dekady,
bo życie przez Boga raz tylko dane.
Uciekam w przestrzenie, skrywając ślady,
przed nożem pogardy jak prosię ranne.

Otrząsnąć się pora, wyprzeć demony,
otworzyć na światy zamknięte wrota.
Bo lepiej być wolnym, uszczęśliwionym,
niż w cieniu pantofla marności dotrwać.

 

Sławomir, 10.01.2016 r.