W labiryncie pustych myśli i bezwonnych złudzeń,
tracąc życie kroczę tępo w stumilowych butach.
To, co dobre mijam biegiem, zło zagradza tunel
między światem bez przegranej a bytem w torturach.

Czasem mylę sen i jawę, spadam w dół bezwładnie,
nikt nie złapie, zimna woda wdziera się do głębi.
Czasem brodząc suchą stopą w nurty rzeki wpadnę,
bo do Boga mi daleko, jestem szwagrem śmierci.

W czarnym lesie jak paprotka chylę się ku ziemi,
przerażony znów ujrzałem niewidzialne mary.
Otaczają mnie wokoło sami złudzeń pełni,
marzą, by znów rzucić kamień niezasadnej wiary.

 

Sławomir, 19.10.2016 r.