Pamiętasz - niedawno z kamienia na kamień
skakałem za tobą, panno bez imienia.
Ciała omotane w szponach dzikich szaleństw,
byliśmy szczęśliwi - teraz ciebie nie ma.
Pamiętasz, jak wiosną kłaniało się drzewo,
gdy - jak cienką gałąź - zaginałem przestrzeń.
Uleciałaś w szarość, jesteś już daleko,
został tylko smutek po chwilach uniesień.
Pamiętasz ten pierścień, co palec spowijał,
jak wąż, co z ofiary chciał życie wycisnąć.
Powrócił niegodzien pamięci, więc wybacz,
lecz nie chcę, znam gorycz jaką daje przykrość.
Sławomir, 11.04.2016 r.