Na gałązce jaśminu, krył się wśród kwiecia i liści, 
wieczorem arię zaśpiewał o miłosnym uniesieniu. 
To pan słowik  rozpoczął, trelem złocistym,
koncert dla wybranki, siedzącej w cieniu.
 
Nieopodal krzaka wypasiony kocur czarny,
cichaczem szedł na nocne polowanie. 
Mimo że szary śpiewak to kąsek marny, 
wybrało go kocisko na swoje danie.
 
Skoczył drań, schwytał zalotnika.
Zamarła wnet pieśń śpiewaka,
w dziobku aria zanika.
Ot smutna to historia taka.
 
Pozostaną po nim jak złe licho, 
szare pióra pokryte pąsem.
Kot zaś  mruczy cicho 
i porusza wąsem.
 

Tekst:Argo, 11.01.2016 r.

Rys:Argo.