Odzyskał przytomność. Całe ciało miał obolałe. Pamiętał jak przez mgłę – koń spłoszył się i upadł wraz z nim. Bandaże krępowały ruchy. Pal licho z nimi. W głowie kotłowała się myśl – co z koniem? Przecież musiał wygrać Międzynarodowe ZAWODY o Puchar Narodów w warszawskich Łazienkach. 
- Proszę leżeć panie majorze. Stracił pan przytomność i ma pan złamane dwa żebra . Inne obrażenia też pan odniósł - powiedział lekarz i wyszedł. 
Major odczekał chwilę i z wielkim trudem wstał z łóżka. Mimo zawrotów głowy dobrnął do korytarza szpitalnego, gdzie znajdował się telefon. 
- Łazienki? Z koniowodnym Dobrzańskiego – Już, natychmiast! Słuchaj mnie. Weź taksę i w try miga do mnie do szpitala. Jasne? Wykonać! 
Rozmowę podsłuchał dyżurny lekarz i zaalarmował swoich kolegów. Podnieśli raban, lecz major nie zważał na to. Nie minęło półtorej godziny a już był na torze wyścigowym. Z obandażowaną głową dosiadł wierzchowca, pokonując piętnaście przeszkód mających sto trzydzieści centymetrów wysokości i cztery metry szerokości. Tym razem koń nie zatrzymał się ani przed jedną. Major wygrał zawody i powrócił do szpitala.

 

Jerzy

21. 11. 2016