kiedy płomień gorący w bieli śniegu tańczący
stopił lodu ponure okowy
w duszy pękła też tama nie została dziś sama
trudno oddać ten stan wiersza mową
śnieżna zamieć wiruje a poeta się czuje
uwolniony od jęków i zgrzytów
prysnął smutek wszelaki z nieba spadły też ptaki
i nadzieja zaczęła wnet świtać
gdy samotność już prysła rozszalały się zmysły
jak huczące Hammonda organy
ona jest całkiem blisko za nią oddam też wszystko
błękit nieba w jej oczach kochanych
Jerzy, 06.02.2016 r.