Lubię smakować wnętrze przez skórę,
wciągając w nozdrza zapach tych perfum,
które wciąż kuszą jak obłok chmurę.
Dzisiaj ty jesteś obiektem w centrum.

Zgrabne koronki niby niewinnie,
opadły, uda ujrzały wolność.
Blask mnie powala, wyglądasz przy mnie,
jak piękna Wenus przy Quasimodo.

A każdy promień, który od skóry
odbity - płonie, wprost mnie oślepia.
Tak jak konwalii kwiat podczas suszy,
tak ja bez Ciebie utonę w mękach.

Cyrograf spiszę własną krwawicą -
tobie oddaję ciało i młodość.
Bądź moim smakiem -słodem, goryczą,
ofiaruj w darze przecudne łono.

Będziesz krainą miodem i mlekiem
płynącą, łąką zimowym rankiem.
Jedno skinienie, a zrobię z ciebie
matkę dla dzieci, żonę, kochankę.

Biegnij na oślep w objęcia pragnień,
nie bądź jak skała, którą płacz głaszcze.
Przed kroplą kłania się nawet kamień,
łzy mówią cicho - zostań na zawsze.

 

Sławomir, 14.10.2016 r.