Jestem wichurą miotającą morzem,
gdy zgrabnie do snu falami kołyszesz.
Do moich uszów płyną dźwięki głośne,
ty kochasz spokój, preferujesz ciszę.

Jestem płomieniem, goreję na wietrze -
w postaci wody gasisz każde zwady.
Kiedy owładnie mną kłamliwe serce,
przeglądasz księgi poszukując prawdy.

Gdy nocną marą puszczam wrogie cienie,
zapalasz światło, ukazując drogę.
Pierwszy wyskoczę, by ratować siebie,
a ty ostatnia opuścisz swój okręt.

Posiadam w sobie zjadliwość wrodzoną,
lecz antidotum zaszczepiłaś u mnie.
Jak to się stało, moja droga żono,
że już jesteśmy tyle lat po ślubie.

Sławomir, 22.05.2016 r.

Zdjęcie z Google