Spowite ciało życiową tułaczką,
praca, dom, praca, bez chwili wytchnienia.
Nie mam już czasu na przyjemność własną,
oddaję siebie - wolność to wspomnienia.

Wkładam chomąto, bicz mnie kąsa w plecy,
koguci sonet zrywa sen kojący.
A tyle mogło przyśnić mi się rzeczy,
lecz znów kolejna tyrada - pomocy!

Zmęczenie nie chce zostać emerytem,
mówi - jak oddech do końca zostanę.
Kiedyś znikało z furtki w pracy zgrzytem,
teraz pracuje i na trzecią zmianę.

Kiedy mnie braknie na tym podłym świecie,
nikt nie uroni łzy ni jednej kropli.
Więc po co znojem mam wygaszać życie,
niejedni przez to już w niepamięć poszli. 

 

Sławomir, 07.02.02016 r.