Gdyby tak gołębicom zabrać ich imiona
— czym byłyby? Myślami w strzępkach przestrzeni,
zaczepionymi serycyną o wysokie drzewa, tam,
gdzie jasność wchłania ziemi ciemna strona.
Gdyby tak mężczyźni potrafili wrócić
— w ekstrakty kobiecości z rui czarcich drobin,
śniłyby linię uczuć pewnie zaleszczotkiem
głębokim, lecz przykrótkim, by bieg życia skłócić.
Odziałyby wtedy imiona ponownie,
wiankami liści we włosach, splątań naszyjnikiem
— wstążkami babiego lata, gotowe uczynić
z siebie potulne modrzewie, nowo narodzone.
Pierś warunkowego istnienia żywiąc bezboleśnie,
pogodnym dniem przedwczesnej jesieni
— nitkami pajęczyn unoszonych wiatrem w pytanie:
Jeśli choć raz byłam, kim właściwie jestem?
mosqito, 11.11.2016