Na Kopcu Powstańców siedziałem
Pośród gruzów zburzonej Warszawy
I czasu tak nieubłaganie kruszącego
Najtrwalszy kamień
Słuchając jak wrzesień przeszywająco wyje
Pośród symbolicznych drewienek krzyży
Widziałem spowitą w białą płachtę Śmierć
Jak przedpotopowe dzikie zwierzę
Stępiona kosa skrzeczała na kamieniach
Jesienne słońce nie chciało zajść
Za błyszczącymi wieżowcami
I rozpostartym jak krwawy sztandar
Jeziorkiem Czerniakowskim
A niebo podtrzymywały tylko
Stare zmęczone drzewa
Wokół ludzie z pustką walczyli o przetrwanie
Tak byłem tam – o miasto moje
Wzbogacony snami o przyszłości
Byłem tam dumny – tak wciąż młody
Nakrywałem stół wniebowstąpienia
Popijając czerwonym winem
A teraz
Siedzę w bezimiennej izbie targanej czasem
Przyszłym i niebyłym
Dziękując bogom wprost z Olimpu
Że uczyniły mnie gotowym
Sen nie przyjdzie
Dziękuję duszom zatraconym
Spopielonym ciałom nieszczęśników
Co z ustami wypełnionymi
Wolnością biegli na zakazane barykady
Tyle nadziei tyle nadziei
Wniwecz
O nocy słodka przynieś ukojenie
Noc jest dobra – bogowie włączyli wszystkie gwiazdy
A księżyc nabrzmiały jak piersi kobiety
Karmi zbłąkane dusze pośród zawodzących
Starą piosnkę kolumn
„Z młodej piersi się wyrwało
W wielkim bólu i rozterce
I za wojskiem poleciało
Zakochane czyjeś serce…”
Za kolumną stoję zaczarowany
A w dole gdzieś nad szarą wstęgą Wisły
Idą ich szeregi – jeden po drugim jak na ostatni bal
Tego lata
Widma Widma Widma
Bezgłośnie charczące przekleństwa
Z wypalonych płuc
Z twarzą wciśniętą pomiędzy zgrabiałe dłonie
Płakałem
Za nimi i za własnym cieniem
Rozpływającym się na bruku starówki
„Czemu, Cieniu, odjeżdżasz, ręce złamawszy na pancerz,
Przy pochodniach, co skrami grają około twych kolan? -
Miecz wawrzynem zielony i gromnic płakaniem dziś polan;
Rwie się sokół i koń twój podrywa stopę jak tancerz…”
Piotr Baranowski
Wykorzystano fragmenty piosenki Serce w plecaku, oraz poematu Norwida Bema pamięci żałobny rapsod
Fotka z internetu