Czy zniknę w przepaści, a ciało przez diabły
i będzie w czeluściach płomieniem smaganie?
Palony - z nadzieją na podróż do bramy,
lecz dusza jak feniks z popiołów nie wstanie.

Czy prosto do złotych palisad i łuków,
poniosą mnie żwawo niebiańskie anioły,
do kraju ambrozji bez udręk i smutku,
by stanąć przed Panem szczęśliwym chodź gołym?

Czy może obrosnę piórami gołębia,
i wolno szybując nad własnym domostwem,
na własną rodzinę spoglądałbym z drzewa,
Jak syn pierworodny pomaga swej siostrze.

Nie wiemy do końca, co stanie się z duszą,
a lęk przed nieznanym wciąż w serce się wkrada.
Sto słów w wyobraźni potrafi tak dużo -
lecz dane nam będzie po śmierci to zbadać.

 

Sławomir, 20.04.2016 r.