Kładę się leniwie wzdłuż nóg swojego pana,
zwę go też lokajem, kiedy zawołam - biegnie.
Chociaż między nami jest niewidzialna ściana,
to miłość zwycięża, a swąd skarpetek blednie.
Grzbiet często prostuję, lubię poczuć paznokcie -
wbite w miękkie futro, wtedy mruczę jak dziecko.
Nadal jestem czujny - nie nachylaj się chłopcze,
jeden ruch fałszywy i zapłaczesz jak dziecko.
Idę własną drogą, nie próbuj mną kierować,
to z reguły szybko kończy się krwi rozlewem.
Kiedyś ci pozwolę, podejdzie pod dłoń głowa,
teraz nie dotykaj - kiedy mnie najdzie - nie wiem.
Klęknij człeku przy mnie, a raczę wtedy podejść,
w ramach aprobaty otrę się o kolana.
Pośpiesz się, daj chrupki, ja tu przymieram głodem,
więcej nie ryzykuj drażniąc kociego pana.
Sławomir, 16.03.2016 r.