Popijam kawą wszystkie grzechy z nocy,
które jak wampir we śnie się przyssały.
Rankiem wracają wystrzelone z procy
przez rzesze pokus życiem przywołanych.

Podążam śladem własnych umiłowań,
a bosa stopa co kawałek zbacza.
Grzechy jak ciernie atakują słowa,
myśli i czyny - znowu się zatracam.

Czemuś tak długo za pan brat z pokusą,
zamiast wybaczać w dół z bestiami wpychasz.
Już zawładnęłaś moją słabą duszą,
spijając pianę z zepsutego piwa.

Matka mówiła - licz zawsze na siebie,
teraz to widzę - mądrość była w słowie.
Rady spłynęły - dziurawe kieszenie,
została tylko nadzieja i spowiedź.

 

Sławomir, 04.04.2016 r.